Przed feriami wstąpiłam do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży (Ksm-u). Od małego o tym marzyłam. Obiecałam sobie, że gdy trafię do gimnazjum odważę się na ten krok. Tamci ludzie zawsze mi imponowali. Byli śmiali, weseli i oddani sobie nawzajem. Muszę przyznać, że niewiele minęło się to z prawdą. OGROMNĄ przyjemność sprawiało mi każde ze spotkań, na których rozmawialiśmy o naszych poglądach religijnych i każdy mógł bez obaw wyrazić swoje zdanie. W ferie zaplanowaliśmy bardziej rozrywkowe zebrania, co oznaczało ZABAWĘ.
Chwilę przed pierwszym feriowym spotkaniem przyszła po mnie Camil z jakąś koleżanką. Chciały wyciągnąć mnie na dwór. Pozwoliłam im mnie odprowadzić pod plebanie. Przed blokiem okazało się, że idą z nami Matt i jego kolega. Ruszyliśmy, więc całą ekipą w stronę kościoła.
Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że jestem za wcześnie, więc postanowiłam iść z nimi do baru, żeby nie stać na mrozie. Po kilku minutach spędzonych w lokalu musiałam iść. Gdy poinformowałam o tym wszystkich, zaczęli zachęcać mnie żebym została, ale Matt zrozumiał, że nie żartuję i naprawdę idę- wskazał mi drzwi i zapytał czy wyjdę sama, czy ma mi pomóc. Zaskoczona taką reakcją poszłam do ludzi, którzy pomagają zapomnieć, przy których mogę czuć się swobodnie, śmieć się do woli i żartować a oni nie będą mi kazali wypier*alać , gdy powiem, że robię coś innego niż spotykanie się z nimi.
Następnego dnia gdy pisałam z Mattem,:
- Siemka co tam?- zaczęłam
- Co ty ode mnie chcesz?- dostałam odpowiedź od chłopaka
- O co chodzi? Chciałam tylko zapytać czy idziemy gdzieś dzisiaj?
- Idź do tych swoich znajomych z KSMu a od nas się odwal. Ty masz na nas wyj**ane i my na ciebie też!

W tym momencie nie wiedziałam co mam powiedzieć. Przecież nie zostawiałam ich samym sobie. Prawdę mówiąc czułam się wtedy jak piąte koło u wozu. Na szczęście przed potokiem łez uratował mnie dzwonek do drzwi. Za nimi stali Camil i Matt. Pojawiła się nadzieja, że to wszystko były jaja, niestety chłopak temu zaprzeczył, a moja przyjaciółka powiedziała mi prosto w twarz, że poczuła się wystawiona. To była nasza pierwsza rozmowa, w której każda z nas powiedziała co myśli. Oboje zapoznali się z moimi argumentami w tej sprawie. To one sprawiły, że Camil zrozumiała, że nie musi czuć się zagrożona, że na pewno nie odstawie jej na boczny tor i tak zostanie, aż do końca. Niestety Matta nie przekonały moje argumenty- obraził się. I od tamtej pory jest ciężko...
No zapowiada się ciekawie :)
OdpowiedzUsuńPostaram się tu często wpadać...
Może wspólna obserwacja?
Zapraszam do mnie :)
http://najlepszeopowiadanie.blogspot.com/