Znacie to uczucie gdy każdy dookoła wam mówi, że jesteście do niczego? Gdy wszystko się wali, wymyka spod kontroli, gdy nie wiecie za co się brać, staracie się z całych sił, ale i tak wszystko się je*ie? Im bardziej wszystko się wali, tym bardziej słyszycie, że jesteście beznadziejni. Do tego dochodzą głosy: "a nie mówiłam?!" "Zawiodłaś mnie" "Ty jesteś załamana swoim postępowaniem? Niby Tobie zależy? Nie. To ja jestem zawiedziona podwójnie" "Zamiast zająć się czymś poważnym zajmujesz się duperelami." "Po co to wszystko?" "I tak nic nie osiągniesz".
Kłamstwo powtórzone staje się prawdą.
Szkoda, że te słowa mówią najbliżsi. Szkoda, że nie widzą jak bardzo mnie ranią.
Niczego bardziej nie pragnę jak uciec od tego wszystkiego. Odciąć się w zupełności. Od wszystkiego. Potrzebuje tego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz